PaniMajo Testuje – Lirene

Najwyższy czas powrócić do blogowania. Pomyślałam, że końcówka lata i początki jesieni to najlepszy moment, ponieważ pogoda zaczyna zatrzymywać nas w domu 😉 W ogóle od września postanowiłam sobie rozpocząć kilka nowych rzeczy, ale jak to będzie – zobaczymy!

Nowa seria, od której chciałam zacząć, to seria z testami kosmetyków, których używam. Zainspirowało mnie do tego to, że na 3 miesiące zostałam Ambasadorką Marki Lirene, co pozwala mi testować kosmetyki, które otrzymuje raz w miesiącu 🙂 Nie martwcie się, w tej serii będą pojawiać się moje opinie zarówno o kosmetykach które sama kupuję, jak i tych, które dostaje. Zapewniam Was, że opinie będą w 100% rzetelne i to w jaki sposób znalazły się u mnie dane kosmetyki, nie będzie miało wpływu na moje końcowe wnioski! To tyle słowem wstępu, przechodzimy do opinii o kosmetykach z pierwszej paczki.

100% Hydrolat – Róża i Lawenda

Hydrolat to woda, która powstała w procesie destylacji świeżych roślin z użyciem pary wodnej. Do czego ja używam tego typu kosmetyków? Do odświeżenia cery w ciągu dnia, do jej tonizacji przed nałożeniem serum lub kremu oraz do peelingu kawitacyjnego. Hydrolaty z Lirene bardzo fajnie odświeżają cerę i mają delikatny, przyjemny zapach. Jedynym minusem dla mnie jest aplikator, który bardziej psika wodą niż rozpyla mgiełkę, którą ja preferuję.







Platin flash – nawilżająca żelowa mgiełka do ciała

Po wakacjach, kiedy skóra jest opalona, ale także potrzebuje odpowiedniego nawilżenia, poszukuję właśnie takich produktów. Drobinki nadają skórze pięknego blasku, a sam kosmetyk świetnie się wchłania. Zapach nie jest męczący. Jest owocowy i bardzo przyjemny. Dodatkowo doceniam właściwości nawilżające. Zdecydowanie nie nazwałabym tego produktu mgiełką, jest to raczej wodnisty żel 🙂









ECO POWER seboregulująca maska normalizująca w płachcie
ORGANIC POWER przeciwzmarszczkowa maska regenerująca w płachcie

Maska ECO POWER daje uczucie wygładzenia i odżywienia buzi. Zmniejsza ona wydzielanie sebum, dzięki czemu twarz staje się zmatowiona. Kiełki brokułu w składzie są źródłem witaminy A, co daje skórze ochronę przed wolnymi rodnikami.

Maska ORGANIC POWER dzięki organicznemu kokosowi w składzie chroni skórę przed wolnymi rodnikami i spowalnia procesy starzenia. Ja na swojej skórze odczułam zmniejszenie zaczerwienień i podrażnień.

Obie maski posiadają certyfikat ECOCERT co potwierdza ich naturalne składy.






ECO krem wygładzająco-łagodzący na dzień – organiczny czarny bez (linia NATURA)

Pierwsze na co zwróciłam uwagę, to skład – 96% składników pochodzenia naturalnego i organicznego. Krem jest bardzo lekki i jak dla mnie praktycznie bezzapachowy. Super się wchłania, nie pozostawia tłustego filmu na twarzy. Zauważyłam też, że moja buzia była lekko zmatowiona. Używałam go także pod makijaż i nie zauważyłam aby zmniejszał jego trwałość. Opakowanie z pompką jest bardzo higieniczne i zdecydowanie takie uważam za najwygodniejsze w użytkowaniu.








SZAŁWIA krem-maska do rąk / RÓŻA krem do rąk

Ta szałwia to totalny SZAŁ! Serio, tak treściwego i pięknie pachnącego kremu do rąk, to ja nigdy nie miałam. Ja tego typu produktów używam przed pójściem spać, bo wtedy na spokojnie mogą mi się wchłonąć, a ja nie martwię się o to, że zaraz coś utłuszczę 😉 Przez płyny dezynfekujące oraz po urlopie, skóra moich dłoni była dość mocno przesuszona, więc krem ten był idealnym ratunkiem dla niej. W jego składzie znajdziemy wyciąg z szałwii oraz olej parafinowy czyli nawilżenie i regeneracja w jednym. Zapach jest tak piękny, że zasypiam z dłońmi przy nosie 😉
Jeśli chodzi o ten drugi, z różą, to jest fajny, ale nie zrobił na mnie aż takiego wrażenia. Może też dlatego, że ja nie jestem fanką różanego zapachu w kosmetykach.






To by było na tyle. Ogólnie rzecz biorąc kosmetyki przypadły mi do gustu i będę ich dalej używać.
Dajcie znać, czy znacie te produkty i czy u Was też się sprawdziły?

PaniMajo

Powiązane