Ostatnie dni wakacji – letnia stylizacja z kowbojkami

Cześć!
Lato niestety nieuchronnie dobiega końca. Cieszy mnie, że te ostatnie dni sierpnia i pierwsze września były bardzo ciepłe, to zdecydowanie dobrze nastraja mnie przed nadchodzącą jesienią.

W dzisiejszej stylizacji postanowiłam wykorzystać ubrania obecne w mojej szafie, lub takie którym dałam „drugie życie” kupując je w lumpeksie. Ostatnimi czasy zwróciłam uwagę na to, że w mojej szafie jest za dużo ubrań. Tak! Do takich wniosków doszłam. Mimo tego, że jakiś czas temu nie uznawałam takiego określenia jak „za dużo ubrań”, to od pewnego czasu mocno zaczęło mnie to męczyć. Nie da się przejść obojętnie wobec tego co dzieje się z naszą planetą i jak diametralnie zmienia się nasz klimat. Mam wrażenie, że producenci ubrań oszaleli i w sklepach ubrań jest taka masa, że nie jest to do ogarnięcia dla normalnego człowieka. Jakiś czas temu weszłam na stronę jednej z sieciówek i na samym dziale wyprzedaży było ponad 10 000 produktów! To jest przerażające.

W Wysokich Obcasach przeczytałam artykuł odnośnie produkcji ubrań i nawet nie zdawałam sobie sprawy, że jedynym z bardziej szkodliwych przemysłów od odzieżowego, jest tylko przemysł paliwowy. Przytoczę tutaj cytat z tego artykułu:
„…do wyprodukowania jednego bawełnianego T-shirtu trzeba zużyć ok. 2700 litrów wody? Tyle przeciętny człowiek wypiłby przez 1350 dni (czyli ok. dwa litry dziennie). Na dodatek, by koszulka miała odpowiedni fason, kolor i fakturę, musi wchłonąć ok. 100 ml chemikaliów nieobojętnych dla zdrowia. Pójdźmy o krok dalej. Para dżinsów kosztuje środowisko blisko 14 tys. litrów wody. To 19 lat dostępu do pitnej wody dla jednego człowieka. I to nie wszystko. 40 proc. odzieży dostępnej na rynku produkujemy z bawełny. I choć jej plantacje stanowią zaledwie 2,4 proc. wszelkich plantacji roślinnych na naszym globie, to pochłaniają 25 proc. pestycydów i 10 proc. innych chemikaliów używanych przy hodowli roślin.”

Z jednej strony, interesując się modą i starając się być na bieżąco z trendami można pomyśleć, że wręcz trzeba kupować nowe ubrania, aby ciągle być „modnym”. Z drugiej, w momencie, w którym się nad tym zastanawiam i widzę liczbę ubrań w mojej szafie, myślę, że spokojnie z tego co mam, mogę tworzyć nowe stylizacje przez bardzo długi czas. Coraz bardziej staram się zmieniać swoje myślenie i czuję się z tym lepiej. W sklepach rezygnuje z foliówek, a jeśli jakiś potrzebuje, używam ich wielokrotnie. W domu zrezygnowałam z wody w plastikowych butelkach i kupiłam szklany dzbanek filtrujący, a w pracy piję wodę z kranu, wlewając ją do butelki z filtrem. Staram się rozgryźć segregację śmieci (niby to proste, a tych pojemników jest tak dużo 😉 ). Nie rozumiem myślenia, że ja jako jednostka niczego nie zmienię. Przecież jeśli pomyśli tak 100 000 ludzi, to już jest o 100 000x mniej plastiku! Pomyślałam, że na każdym kroku warto ludzi uświadamiać i jeśli chociaż jedna osoba zacznie się nad tym zastanawiać i powoli wprowadzać nowe nawyki, to już jest jakiś sukces!

Moim następnym krokiem jest segregacja ubrań w szafie. Część chciałabym sprzedać, bo są to ubrania praktycznie nowe, część oddać potrzebującym. Wciąż zastanawiam się jak mogę przyczynić się do ratowania naszej Ziemi, bo w tym momencie nie możemy mówić tylko o przysłowiowym byciu „eko”, tylko o ratowaniu naszego domu.

Jeśli dotrwaliście do tego momentu, to zapraszam Was do obejrzenia zdjęć 🙂

Fot. Karolina Chudyba

PaniMajo

Powiązane