Marcowe pudełko beGLOSSY

Cześć!

Dziś wpis o kosmetykach, które znalazłam w marcowym, a zarazem urodzinowym pudełku beGLOSSY 🙂 Tym razem post będzie informacyjny, a kiedy przez dłuższy czas poużywam tych kosmetyków – dopiszę do niego moją recenzję. Tak według mnie będzie uczciwie 🙂 Może za jakiś czas, któryś z tych produktów, stanie się moim ulubieńcem…kto wie? 😉

1. Vichy Idéalia – energetyzujący krem wygładzający

Z tego produktu chyba najbardziej się cieszę. Bardzo lubię markę Vichy, a ten krem przepięknie pachnie i ma świetną konsystencję. Delikatną i lekko kremową. Na tę chwilę, mogę powiedzieć, że z przyjemnością będę go testować. Z tego co wyczytałam, ma on powodować wygładzenie oraz rozświetlenie skóry normalnej. Czy tak działa…przekonamy się 🙂 Jeśli chodzi o skład, to zawiera rozświetlający wyciąg z czarnej herbaty i Adenozynę połączoną z polifenolami z jagód o właściwościach antyoksydacyjnych oraz Wodę Termalną z Vichy bogatą w 15 minerałów. Brzmi świetnie!

Update:

Krem stosuje codziennie rano, po stonizowaniu twarzy. Używam go jako bazy pod makijaż. Oprócz przyjemnego zapachu, ma bardzo delikatną konsystencję, przez co szybko się wchłania, pozostawiając skórę odżywioną i nawilżoną. Jakiegoś spektakularnego rozświetlenia nie zauważyłam, ale nie jest to coś co mi przeszkadza. Warto zaznaczyć, że krem jest wydajny. Używając go codziennie rano, nadal mam ponad połowę 15 mililitrowego opakowania. Poważnie zastanawiam się nad zakupem tego produktu 🙂

2. Beaver – Mgiełka odżywczo-nawilżająca do włosów

Z produktami tej marki jeszcze się nie spotkałam. Wiem, że jest to seria profesjonalnych kosmetyków do pielęgnacji włosów. Z tego co wyczytałam o tym produkcie, to ma działanie zmiękczające i zmniejszające zniszczenie włosów. Formuła ma zamykać wilgoć wewnątrz włosów, przez co stają się połyskujące. Ma chronić nasze włosy przed zanieczyszczeniami powietrza oraz promieniami UV. Tak pięknie piszą o tym produkcie…ale czy działa? 🙂 Tym podzielę się z Wami za jakiś czas 🙂

Update:

Powiem tak, z moimi włosami nie jest łatwo. Bardzo rzadko znajduję produkt, który spowoduje u mnie spektakularne efekty i moje włosy będą wyglądały jak z reklamy. Tutaj muszę powiedzieć, że produkt działa zadowalająco. Włosy wydają się jakby mniej przesuszone, przyjemniejsze w dotyku. Ważnym elementem jest dla mnie to, że produkt nie powoduję szybszego przetłuszczania się włosów 🙂 Jeszcze nie wiem czy zdecydowałabym się na zakup tego produktu, w szczególności, że  150 ml kosztuje 69,99 zł – czyli najtańszy nie jest 😉

3. Cosmepick – Błyszczyk do ust

Przyznam szczerze, że gdyby ten produkt nie znalazł się w pudełku, pewnie nigdy nie trafiłby w moje ręce. Osobiście nie do końca lubię błyszczyki. Odcień, który znajdował się w moim boksie ma numerek 04 i jest to delikatny kolor różowawej brzoskwini. To co od razu poczułam, to jego przyjemny, lekki zapach. Fajnie w nim jest to, że nie jest klejący, jak większość błyszczyków (dlatego za nimi nie przepadam), a do tego mając go na ustach, czuje, że są one fajnie nawilżone. Z tego co wyczytałam ma on formułę, która nie tylko odżywia usta, ale także je pielęgnuje. Ma mieć działanie ujędrniające oraz nawilżające. Podobno likwiduje spierzchnięcie ust. To co widać, to to, że nadaje im delikatny kolor oraz przyjemny połysk. Produkt nie jest drogi, a jak tylko ponoszę go trochę dłużej na sobie, dam znać czy rzeczywiście ma takie działanie, jakie mu przypisują 😉

Update:

Niestety, tego typu produkt, tak jak się spodziewałam – nie jest dla mnie. Błyszczyki, po prostu mi nie odpowiadają. Zapach, kolor, połysk, wszystko się zgadza. Ja jednak na zakup kolejnego bym się nie zdecydowała, ale nie dlatego, że produkt wywołał u mnie jakieś niepożądane reakcje – najzwyczajniej, nie jestem zwolenniczką błyszczyków.

4. AURIGA – Flavo-C serum

Mimo tego, że wiem, że stosowanie serum jest ważne w codziennej pielęgnacji, to muszę powiedzieć, że ja nigdy kosmetyków pielęgnacyjnych tego typu, nie używałam. Tutaj mogę się tylko posiłkować tym, co  tym produkcie piszą specjaliści 😉 Jest to serum, które w swoim składzie posiada między innymi witaminę C oraz wyciąg z Ginkgo bilboa. Dzięki temu ma stymulować syntezę nowych włókiem kolagenu oraz elastyny. Ma działanie rozjaśniające oraz chroniące przed działaniem wolnych rodników. Jednym słowem, skóra ma zachowywać młody, a przede wszystkim zdrowy wygląd. Jestem bardzo ciekawa jego działania.

Update:

W momencie kiedy zobaczyłam wielkość próbki, zupełnie nie spodziewałam się, że będę używać jej tyle czasu. Mimo codziennego stosowania produktu, mam go jeszcze całkiem sporo. Podczas wieczornej pielęgnacji, dodaję kilka kropel serum do kremu nawilżającego, którym smaruję twarz i szyje.  Wydaje mi się, że skóra jest rano bardziej odżywiona i wygląda lepiej. Ostatnio jestem zwolenniczką produktów do twarzy, które zawierają witaminę C. Mimo tego, że produkt nie jest tani, to rozważam jego zakup 🙂

5. Himalaya Herbals – odżywczy krem do twarzy, ciała i rąk

Po pierwsze! Piękny, delikatny i bardzo przyjemny zapach. To jest pewne 🙂 Ja stosowałam go na dłonie i największym plusem (zaraz po zapachu) jest to, że nie pozostawia na skórze tłustej warstwy i bardzo dobrze się wchłania. Wyczytałam, że jego regularne stosowanie ma działanie wygładzające, ujędrniające oraz chroniące przed przesuszeniem. Moje dłonie bardzo szybko się przesuszają, tak więc…zobaczymy 😉

Update:

Zapach, zapach i jeszcze raz zapach, delikatna konsystencja i szybkie wchłanianie – to są cechy, których nie mogę odmówić temu produktowi. Jednak co do działania chroniącego przez przesuszeniem, zgodzić się nie mogę. W moim przypadku, kiedy dłonie szybko się przesuszają, niestety nie podołał. Krem mam ze sobą w pracy, tak więc regularnie przez 5 dni w tygodniu stosuję go raz, dwa, a czasem trzy razy dziennie. Po użyciu jest super, ale kiedy nie używam go dłuższą chwilę, suchość wraca. To co mnie pociesza, to to, że krem nie jest drogi, a ja na pewno jeszcze go kupię. Pytacie dlaczego? Zapach, zapach i jeszcze raz zapach… 🙂

6. BANDI – Maska ryżowa przed wielkim wyjściem

Całkiem ciekawy produkt. Po pierwsze zawartość saszetki to proszek, który musimy rozrobić w 45 ml wody, do uzyskania jednolitej masy, a następnie odczekać do jego zgęstnienia. Nakładamy go na 10 minut i…nasza skóra ma się stać wygładzona i rozjaśniona, dzięki obecności witamin i minerałów w składzie. Nazwa „przed wielkim wyjściem” odnosi się do tego, że maska ma likwidować objawy zmęczenia, poprzez rozświetlenie poszarzałej skóry, napinać ją, odświeżać i nadawać promienności. Już nie mogę się doczekać, aż ją wypróbuję!

Update:

Z tą maską mam duży problem. Ale może po kolei. Po pierwsze, samodzielne przygotowanie jej, jest bardzo proste, ale konsystencja w jaką się zamienia…przypominała mi puree ziemniaczane. Chciałam nałożyć ją pędzlem, ale słabo mi szło, ponieważ więcej spadało mi do umywalki, niż zostawało na twarzy. Po spłukaniu (które, też nie było takie super szybkie) twarz była odżywiona i nawilżona. Maseczki było tak dużo, że spokojnie starczyło by dla 3 lub 4 osób, więc niestety resztę, która mi została musiałam wyrzucić. Działanie na plus, ale aplikacia, zmywanie itp. jak dla mnie – duży minus.

7. Próbki

Jeśli chodzi próbki obecne w pudełku beGlossy, to wygląda to następująco:

  1. Calvin Klein – Eternity Intense Women
  2. ORPHICA Pure – Serum pod oczy
  3. Dermiss 0’4 Active Revolu-C – odbudowujący krem z witaminą C
  4. Auriga – XO cream

Update:

Jedyna próbka, o której chce tu napisać, to ORPHICA Pure – Serum pod oczy. Produkt bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. To co zaobserwowałam, to zmniejszenie cieni pod oczami, odżywienie, nawilżenie i lekkie ujędrnienie skóry. Serum ma dość wysoką cenę i jeszcze nie jestem w 100% pewna czy je kupię, ale jeśli szukacie skutecznego produktu pod oczy – polecam!

Tak jak mówiłam, produkty, które wypisałam nie był przeze mnie wystarczająco długo testowane. Napisałam o nich to, co piszą ich producenci. Jak tylko przekonam się, jak działają na mnie – zaktualizuję wpis o moją opinię 🙂 Jedyne, czego jestem pewna, to to, że bardzo cieszę się, że zdecydowałam się na wykupienie boksów beGlossy. Dzięki temu poznaje wiele marek, o których istnieniu nie miałam pojęcia 🙂

Update:

W marcowym pudełku pojawiły się produkty, które mnie zachwyciły, są takie, które po prostu są, no i takie, o których po prostu zapomnę. Jedyne co jest pewne to to, że nie mogę doczekać się kolejnego boksa! 🙂

PaniMajo

Powiązane