Magdalena Kostyszyn – Ch…owa Pani Domu

Hello…it’s me 🙂

W końcu post w kategorii książki! Niestety one pojawiają się rzadziej,  z racji na to, że muszę mieć czas na przeczytanie, przygotowanie notatek i sensownego opisania tego, co chcę wam przekazać. Nie pomaga też to, że w szkole nigdy nie byłam dobra w pisaniu wypracowań 😉 ale cóż, trzeba walczyć ze swoimi słabościami!

Książka opisuje sytuacje z życia wzięte, które przeżywa każdy z nas. Autorka skupiła się na tych, które budzą skraje emocje i prześmiewczo je opisuje. Od przygotowań do ślubu, po sprzątanie jak i nadawanie dzieciom dziwnych imion. Ja wybrałam te tematy, z którymi się utożsamiam i opisuję wam, jak ja to widzę.

Zanim usiadłam do napisania tego posta, pierwsze co zrobiłam, to nalałam sobie kieliszek czerwonego wina. Grunt to dobre przygotowanie! Zastanawiałam się od czego mogłabym zacząć i uznałam, że najsensowniej będzie rozpocząć od apelu. chciałabym żeby ta książka, stała się lekturą obowiązkową każdej z nas. Obserwując te wszystkie „instargamowe” kobiety, dołujemy się myśląc, że my wyglądamy jak kupa gruzu. Widomo, że pięknie wyglądają, przechadzając się po centrum Warszawy w szpilkach i klasycznych płaszczykach, wtedy kiedy my wyglądamy jak ziemniak przewiązany szalikiem. Uwierzcie mi – IM MUSI BYĆ ZIMNO! Mogę się założyć, żę po zrobieniu takiego „idealnego zdjęcia” laska opatula się w ciepłe 78 warstw i wygląda jak worek ubrań. Dlatego dziewczyny pamiętajcie, żadna z nas wstając rano, nie wygląda jak z okładki VOGUE.

Rozdział, na który chciałabym zwrócić szczególną uwagę, to ten o dzieciach, a właściwie o ich braku. Od dzieciństwa wmawiają nam, że jedynym naszym celem w życiu to zdobycie faceta i urodzenie mu gromadki dzieci. Ja się grzecznie pytam, dlaczego?! Dlaczego musimy „zdobyć” faceta, brać ślub, poświęcać swoją figurę i karierę rodząc dzieci, tylko po to, aby spełnić wymagania innych?! Może i jest to egoistyczne, ale nie każda kobieta musi mieć instynkt macierzyński. Jasne, są wśród nas takie, które chcą rodzić dzieci i chwała im za to. Tylko nie do końca rozumiem to, że matki uważają, że „nie matki” nic nie wiedzą o życiu. W książce jest to napisane w genialny sposób. Nie możesz powiedzieć, że jesteś niewyspana – bo nie masz dzieci! Najbardziej w tym wszystkim denerwujący są rodzice „jasnowidzący”, którzy na wieść o tym, że nie masz ochoty zostać matką, mówią „zobaczysz, za kilka lat Ci się to zmieni i będziesz biegać za gromadką dzieci”. Czy oni posiadają wyjątkową łączność ze wszechświatem i znają Twoją przyszłość niczym wróżbita Maciej?!

Pozwolę sobie zacytować fragment, do którego chętnie się odniosę „Nie możesz wyglądać nienagannie i nie mieć dziecka, bo automatycznie ściągniesz na siebie hordę niedowartościowanych matul, które skłonne są zjeść Cię żywcem. Musisz być brzydka i nieszczęśliwa. Zupełnie jak one” No właśnie, przecież, kiedy w pracy przy dzieciatych koleżankach, powiesz coś o rozwoju osobistym i spontanicznym wyjeździe nad morze, od razu usłyszysz „no tak…Ty nie masz dzieci”. Ale skąd ten jad i pretensja?! Jak już pewnie zauważyliście, ja jestem właśnie tym „śmieciem genetycznym”, który nie ma potrzeby przekazania dalej swojego materiału genetycznego. Tak mam i taką decyzję podjęłam. Nie rozumiem tych krzywych spojrzeń innych ludzi, którzy uważają mnie za potwora. W mojej decyzji utwierdza mnie też obserwacja otoczenia. Kiedy jakiś czas temu zapytałam koleżanki – matki, która zaplanowała już wszystkie wyjazdy na cały rok, czy zdarzają im się spontaniczne wypady, odpowiedziała „odkąd mamy dzieci, to nie”. 🙂 Myślę, że mój komentarz jest tu zbędny. Tak więc wszystkim ludziom kochającym lub posiadającym te małe pociechy, chcę powiedzieć jedno. Dajcie innym żyć według ich planu. 🙂

Krótko odniosę się także do presji jakie wywiera na nas otoczenie. Wszystkie znamy historie z imprez rodzinnych, kiedy kolejna ciocia czy babcia pyta Cię gdzie masz kawalera, lub kiedy w końcu będzie ślub. Przecież lat Ci nie ubywa i niedługo nikt Cię nie będzie chciał…No jasne, dzięki takim tekstom kobiety w swojej desperackiej chęci zadowolenia otoczenia, szukają faceta z kategorii „żeby tylko nie pił i nie bił”. Ja sama jestem w związku, ale nie uważam, że moje koleżanki singielki, są w jakikolwiek sposób uboższe 🙂

W książce, którą czytałam podróżując w komunikacji miejskiej, bardzo spodobał mi się rozdział właśnie o podróżach tym rodzajem transportu. Tu także przytoczę cytat „W autobusie tradycyjnie śmierdzi żulem oraz przegrzebkami. A także wali siurem. (…) Czujesz jak przetłuszczają Ci się włosy, a bluzka przechodzi potem.” Znacie to? 🙂 Wyobraźcie sobie, że ja też. Z racji na to, że do pracy nie opłaca mi się jeździć autem (mordor), korzystam z „uroków” ZTM. W momencie kiedy rano staram się dobrać idealny i elegancki outfit, już podczas podróży wiem, że moja koszula wygląda jak psu z gardła, a świeżo wyczyszczone buty sprawiają wrażenie obrzyganych, odechciewa mi się wszystkiego.

Nie będę zdradzać więcej. Podsumowując, myślę, że każda z was, tak jak ja, znajdzie w tej książce coś dla siebie. Prześmiewczo opisane sytuacje z życia codziennego, które powodują u nas niechęć do życia i brak akceptacji własnej osoby, powodują to, że uświadamiamy sobie, że nie tylko my tak mamy. Autorkę z pewnością należy pochwalić, za język, którego użyła. Działa on na świadomość i wyobraźnię. Nie opłaca się być perfekcyjną, skoro i tak fakt faktem, większość perfekcyjnych i tak są ch…we. 🙂

Żadna z nas nie jest idealna – i dobrze! 🙂

PaniMajo

 

Powiązane